Szczypta samodzielności.

Przed chwilą usłyszałam od babci, że "lepiej mi będzie jak ona zdechnie". Nie myli się tutaj, bo naprawdę porządnie daje mi się we znaki to, że muszę codziennie wysłuchiwać jej głupot, mimowolnie wąchać jej zasikane spodnie, których nie chce zdjąć, dawać jej tabletki trzy razy dziennie (przez co jestem zmuszona do ciągłych powrotów do domu) i jednocześnie pilnować, żeby miała papierosy, bo inaczej lekarstw nie weźmie. Ja rozumiem, że mama się zobowiązała zajmować nią, ale ona jest teraz za granicą, a babka ma jeszcze czwórkę dzieci. Dorosłych, samodzielnych dzieci. 
Dlaczego więc ma mieszkać ze mną? Bo tak jest wygodniej. Dla nich - bo to póki co nie ich problem, dla babci - bo tu jest jej dobrze, dla mamy - bo nie musi się z nimi wszystkimi kłócić.
Ja z kolei jestem tą kretynką, która nie przyzna się, że jest jej ciężko wytrzymać psychicznie, i że przez to zawala szkołę i w domu panuje syf, albo że momentami nie ma na chleb, bo to przecież wstyd i duma nie pozwala. A że przy okazji mama codziennie dzwoni i mówi, że trzeba opłacić prąd, węgiel, karty kredytowe, internet, oddać temu, oddać tamtemu, zapłacić innemu. I jeszcze żeby sprawdzić licznik wody i go spisać, wysłać coś pocztą, kupić cośtam, wstawić drzwi, kupić budę dla psa i przypomnieć wujkowi o tym, ciotce o tamtym, a Kamilowi kolejnym. Ale to jeszcze nic, bo przy okazji wujek przychodzi i rzuca swoje "prośby" (za odmowę obraza i skaza na honorze) - a to przyciąć drewno przez "15 minut", a to pojechać po niego, a to go zawieźć, a to pojechać na drugi koniec miasta po małą, zasmarkaną buteleczkę jakiegoś dodatku do benzyny, a to pożyczyć samochód. 
Chciałabym, żeby przeczytała to moja mama i jej rodzeństwo. Ale nigdy im tego nie pokażę, a oni dalej będą udawać, że jest wszystko WSPANIALE, bo ja jutro też zacznę być o tym przekonana i nie będę chciała nikomu się żalić, mimo że teraz z chęcią bym im to wykrzyczała w twarz. Bo o ile łatwiej jest wypłakać się przed komputerem, wypisać swoje żale tam, gdzie nikt zainteresowany nie zajrzy, dać ujście emocjom, a potem znów przywdziać uśmiech na twarz i do niczego się nie przyznawać.
Ot, człowiek i jego duma.

2011-12-19, 23:48:28 | skomentuj (0)



Początek nowej ery.

Czuję się jakbym wyszła z bardzo ciemnej, gęstej mgły mojego umysłu, w której jedynymi dopuszczalnymi uczuciami były smutek, żal, złość i zazdrość. Widzę siebie stojącą poza tą mgłą, przyglądającą się osobie, którą już nie jestem, którą momentami bywam, ale którą byłam w pełni jeszcze parę miesięcy temu. Widzę siebie uśmiechniętą, wręcz rozpromienioną, otoczoną żywymi barwami i tętniącą życiem. Teraz wiem, że skoro zmieniłam się aż tak, mogę zmienić się jeszcze bardziej. Mogę być kim chcę, jaka chcę i cieszyć się tym wiedząc, że jestem sobą. Bo, szczerze mówiąc, to nie ja tak naprawdę się zmieniłam, tylko moje spojrzenie na świat, na ludzi. I z każdym dniem czuję się silniejsza. I wiem, że mogę dużo więcej niż mi się wydaje. Chociaż i tak ciągle się uczę samoakceptacji. Wydaje mi się, że zrobiłam całkiem spory pierwszy krok. Mogę spokojnie spojrzeć w lustro i powiedzieć: "Oby tak dalej".
2009-03-09, 19:56:31 | skomentuj (0)